|
Drodzy Państwo,
Zgodnie z obietnicami wracamy do Państwa z informacjami na temat dalszych losów suni Bony i z rozliczeniem zebranych przez nas funduszy.
Zacznijmy jednak od początku...
Sunia trafiła pod naszą opiekę w grudniu zeszłego roku. Zauważyliśmy ją w Wigilię podczas dokarmiania psów w schronisku w Korabiewicach, gdzie leżała obok budy ledwo poruszając się. Wyglądała na psa, który już się poddał, który nie oczekuje już na żaden ratunek. Opuszczenie, ból, nieszczelna buda, łańcuch i miska, która niekiedy przez kilka dni bywa pusta - to była codzienność suni. I przede wszystkim ten ból w jej spojrzeniu i widoczny podczas każdego jej nieporadnego ruchu sprawił, że wyciągnęliśmy ją tego samego dnia do tymczasowego schronienia.
Tego dnia, gdy zabieraliśmy ją ze schroniska obiecaliśmy jej, że znajdziemy jej dom na stałe, że otoczymy opieką, że nie dopuścimy, by stała jej się krzywda. I zaczęliśmy walczyć.
Najpierw z pomocą zjawiły się tymczasowe opiekunki, które zaoferowały pomoc w codziennej opiece nad sunią, która obejmowała również socjalizację po przeżyciach schroniskowych. Trafiliśmy też z sunią od razu do lecznicy na Białobrzeskiej w Warszawie, do dr. Leżańskiego, który badał sunię jako pierwszy. Wykonaliśmy zdjęcia RTG, podane zostały leki (betacam na dysplazje, biovetalgin - rozkurczowy), zrobiliśmy badania krwi. Dowiedzieliśmy się wówczas, że na podstawie wstępnych badań i ocen specjalisty, operacja wydaje się być jedynym sposobem na przywrócenie suni władzy w tylnych łapach (jedna z nich była wówczas całkiem już bezwładna). Zalecona została karma wzmacniająca stawy.
Mogliśmy już wtedy zapomnieć o tańszych karmach, które dostępne były w hurtowniach. Sunia wymagała już wówczas karmy weterynaryjnej i uzupełniania diety witaminami i lekami (między innymi lekami przeciwbólowymi). Miesiąc później (w styczniu) dostaliśmy pierwszy rachunek za badania wykonane pod koniec grudnia, za leki, które regularnie podawaliśmy przez okres koniec grudnia - początek lutego, i za karmę zakupioną w lecznicy pod koniec grudnia na wyraźne polecenie lekarza ortopedy - koszt wyniósł wówczas 607,72 zł.
Karma ta wystarczyła na końcówkę grudnia, cały styczeń i początek lutego.
Bona nie jest małym psem. Waży ok. 40kg. I po schroniskowych doświadczeniach z pustą nieraz miską, zaczęła nadrabiać stracony czas jedząc na potęgę. Takie zachowanie pojawia się u większości zwierząt przygarniętych do domu ze schroniska. Dla nas - była to oznaka powrotu do normalności. Nabierała sił. Odzyskiwała z dnia na dzień radość, której wcześniej nie widzieliśmy w jej oczach, nawet w dniu, w którym opuszczała schronisko. Stała się bardziej energiczna, zainteresowana otoczeniem. Pod koniec lutego dokupiliśmy karmy za 219zł. Wciąż żywienie suni opierało się na karmie weterynaryjnej połączonej z lekami i pod nadzorem lekarzy z lecznicy na Białobrzeskiej. Widzieliśmy jednak poprawę i w zachowaniu Bony i w jej próbach walki z bezwładną łapą i zmuszaniu jej do ciągłej pracy i ciągłego wysiłku.
Wtedy przyszła wiadomość z lecznicy, że operacja wydaje się konieczna. Od niej może zależeć to, czy sunia odzyska władze w tylnej łapie. Od tego miał zależeć jej los. W lecznicy oszacowany został koszt wymaganej operacji wraz ze wszystkimi lekami, które musiały zostać podane już po samym zabiegu. Całość wynosić miała 2500- 2600zł. Ważną rolę grał też czas, bo wciąż nie wiedzieliśmy jak bardzo poważny jest stan suni. Zaczęlismy więc działać.
Zaapelowaliśmy o pomoc. Rozesłaliśmy wieści nie tylko do osób, które przygarnęły od nas wcześniej swoich zwierzęcych przyjaciół, ale też do znajomych bywających często na zwierzęcych forach dyskusyjnych. Ostatnią deską ratunku i ostetecznym wołaniem o pomoc było Allegro - i nasza pierwsza aukcja cegiełkowa. Nie wiedzieliśmy czego możemy oczekiwać. Nie sądziliśmy wówczas nawet, że ktoś zauważy nasze wołanie o pomoc...
Dzięki Państwu udało nam się uzbierać podczas tej jednej aukcji 592,20zł. Co ważniejsze jednak nasze wołanie o pomoc zauważyła pani Ewa...
Zgłosiła się do nas z wiadomością, w którą trudno nam było z początku uwierzyć. Pani Ewa postanowiła dać Bonie dom na stałe. Zaczęła bacznie śledzić losy suni, dopytując, interweniując w sprawie bardziej szczegółowej diagnostyki umożiwiając ją finansowo (bezpośrednio w lecznicy po przeprowadzonym badaniau). Większość bezdomnych zwierząt nie miewa tyle szczęścia. Często bowiem ograniczając wydatki nie jesteśmy w stanie zapewnić najlepszych specjalistów w danej dziedzinie. Pani Ewa sprawiła, że Bona mogła trafić do dr. Sterny najlepszego specjalisty ortopedy o jakim forum psiarzy słyszało. Bona została przyjęta na konsultację w lutym. Podczas badania były obecne tymczasowe opiekunki suni oraz jej przyszła opiekunka, która by być obecną na badaniach przyjechała ze Szczecina. Wówczas już zakończyliśmy aukcję cegiełkową czekając z zapartym tchem na ostateczną decyzję - kiedy operujemy i ile jeszcze musimy uzbierać, jeśli po usłyszanej diagnozie pani Ewa zmieni zdanie i uzna, że nie będzie w stanie zająć się niepełnosprawnym zwierzęciem...
Życie jednak często samo weryfikuje nasze plany...
Podczas wizyty w SGGW lekarz oznajmił nam, że z operacją spóźnilismy się niestety jakieś 2-3 lata... Diagnoza wystawiona przez dr. Sternę zakłada dwie opcje: dysplazję lub zwyrodnienie. Ani w pierwszym ani w drugim przypadku nie zaleca się robienia operacji, ponieważ istnieje bardzo duże ryzyko pogorszenia stanu pacjenta, a szanse na powodzenie takiej operacji są niestety minimalne. Zalecił dobrą specjalistyczną karmę, rehabilitację i porządną opiekę... Z dwóch zaleceń brakowało nam już tylko rehabilitanta i stałego kochającego domu, który podoła wyzwaniu.
Pani Ewa zakochana po uszy w Bonie okazała się dla niej jedyną nadzieją i... nie zawiodła suni.
Dom, do którego niebawem pojedzie Bona jest domem, w którym kocha się psy miłością odpowiedzialną i świadomą. Jest to dom, który rozumie chorobę Bony i jej potrzeby jak rzadko kto. Zapewni suni bezwzględną ochornę przed urazami z zewnątrz dając jej do dyspozycji jej własny kojec z ogrodzonym wybiegiem. Będzie miała kontakt z owczarkami niemieckimi, co mamy nadzieję sprowokuje ją do ruchu - co obecnie jest najważniejszym punktem rehabilitacji. Ciągły, bezpieczny ruch uniemożliwiający zastanie się stawów i osłabianie mięśni. Dzięki temu, że na posesji znajduje się staw - w ciepłe miesiące Bona będzie mogla w nim pływać, co z czasem w połączeniu z odpowiednią wysokobiałkową dietą spowoduje że Bona obuduje się mięśniami, wzmocni tylne łapki i sam grzbiet. Podczas wizyty w SGGW dr Sterna podzielił ten pogląd w pełni, gdy przyszła opiekunka Bony zapytała o to, czy dom, jaki chce podarować Bonie będzie dla niej bezpieczny i właściwy. Bona musi mieć bezwzględnie zapewniony bezpieczny ruch.
Biorąc pod uwagę historię Bony i całościową diagnostykę doszliśmy do wniosku, że ryzyko niepowodzenia operacji jest zbyt duże, by beztrosko oddawać ją w ręce chirurga. Pomimo iż cel zbiórki - operacja - nie został osiągnięty mamy nadzieję, że zaakceptują Państwo naszą decyzję o przeznaczeniu zebranej kwoty pieniędzy.
Za kwotę 657 zł zakupiliśmy 3 worki karmy Royal CANIN Mobility Large Special 14kg po 219 zł za worek. Jest to najlepsza cena, jaką udało nam się wynegocjować (w najlepszym wypadku karma ta kosztuje około 230 zł). Jest to zapas, który pozwoli suni przeczekać najbliższy okres czekając na wyjazd do własnego domu (obecnie trwają tam prace wykończeniowe wybiegu dla Bony), a także na pierwsze chwile w nowym domu. Jeden worek karmy tego rodzaju wystarcza prawie na cały miesiąc dla psa o wadze i potrzebach Bony.
Ponieważ zebraliśmy na Allegro jedynie 592,20zł pozostałą, brakującą kwotę odliczyliśmy z funduszy psów z Korabiewic.
Przyszła opiekunka suni nie chcąc tracić czasu, który dla Bony wciąż jest bezcenny, biorąc pod uwagę jej stan, zapewniła jej wizyty rehabilitanta, który zadba o nią dopóki wybieg nie będzie skończony (prawdopodobnie pod koniec marca Bona będzie mogła juz spokojnie pojechać do nowego domu). Poza rehabilitacją sunia ma też zapewnione: codziennie porcję świeżej wołowiny, wysokobiałkową odżywkę i witaminy, które przyspieszą proces powrotu do zdrowia.
Biorąc pod uwagę cały ten ciąg wydarzeń nie informowaliśmy Państwa wcześniej - chcieliśmy mieć pewność, że losy suni ułożą się w całość i że przesyłając Państwu podsumowanie całej naszej zbiórki pieniężnej będziemy w stanie wyjaśnić dlaczego nie pojawiły się kolejne aukcje dla Bony chociaż biorąc pod uwage cel zbiórki - brakowało nam wciąz funduszy - i dlaczego tak długo milczymy.
Jeszcze raz z całego serca dziękujemy za pomoc i wsparcie i ciepłe słowa! Kwota zebrana na auckji w całości została przeznaczona dla Bony. Wszelkie faktury za badania, za karmę są do Państwa dyspozycji w siedzibie Fundacji.
Każdy odbiór karmy jest też sygnowany przez tymczasowe opiekunki suni. Szanujemy Państwa pieniądze i nie nadużywamy ich. Każdy wydatek był podyktowany troską o Bonę i zapewnieniem jej wszystkiego, czego jej stan zdrowia wymagał. Mamy nadzieję, że zrozumieją Państwo zmianę przeznaczenia zebranej kwoty.
Mam równiez nadzieję, że gdy sunia dotrze już do nowego domu uda nam się zamieścić w naszej galerii zdjęcia suni z jej nową opiekunką w jej własnym domu.
Serdecznie dziękujemy za serce, jakie nam Państwo okazali i w czasie trwania zbiórki i później, gdy otrzymywaliśmy maile z zapytaniami o Bonę i na które odpowiadaliśmy z wielką przyjemnością, mogąc podzielić się szczątkowymi wówczas, ale dobrymi wiadomościami o nowym domu, jaki wymarzyliśmy dla Bony.
Zespół Kocichadopcji
|