Marusia
Wirtualną opiekunką Marusi jest Hania
Nazywam się Marusia. Dawno dawno temu, w czasach o których chcę teraz zapomnieć, błądziłam po ogródkach ścigana przez ujadające psy, po ulicach ledwo uchodząc z życiem spod rozpędzonych kół i po śmietnikach - szukałam ratunku i jedzenia. Kocia bezdomność to szkoła przetrwania. Mi się udało. Bo jestem bystra i sprytna. I jestem dumna z tego, że jestem kotem! Z czasem jednak zaczęłam chorować. Bardzo bolały mnie oczka. Płakałam długo i wołałam ludzi o pomoc. Karmicielka, w której wypatrywałam ratunku, zabrała mnie jednak do schroniska zamiast do pana doktora. Tam widziałam pożar i znowu ledwo uszłam z życiem. Jednak szczęście uśmiechnęło się wówczas po raz pierwszy do mojego pysia. Trafiłam w czasie akcji ratunkowej kotów ze spalonego baraku do lecznicy. Tam po raz pierwszy ktoś zobaczył moje zapłakane oczka. A potem zaczęła się moja przygoda z człowiekiem. Trafiłam prosto z lecznicy do domu tymczasowego. Oczka cały czas bolały. Nie chciałam dzielić się z żadnym kotem "moim człowiekiem". Wtedy jednak zrozumiałam, że to nie jest "mój" człowiek. Że jestem jedną z wielu. Że moje zapłakane oczka stały się moją pułapką, z której nie potrafię się wydostać. Nikt mnie nie chce. Nikt nie chce kota chorego... Bo taki kot to dla ludzi jest bezużyteczny... :( *** Marusia to przepiękna dwuletnia wysterylizowana trikolorka. Bardzo zgrabna, o przepięknym pyszczku i mięciutkim futerku. Jest mieszanką kociej indywidualistki i kociego przywiązania i miłości do człowieka. Miewa wielkie tęsknoty i wtedy szuka bliskości, rozmawia po kociemu, mruczy i ugniata ciasteczka. Miewa też chwile, gdy zapomina o całym świecie i bawi się nadrabiając stracony czas. Boi się innych zwierząt. Boi się zmian i dłuższych podróży. Potrzebuje ciepła, spokoju, regularnego, unormowanego życia u boku człowieka, który pomoże jej walczyć z chorymi oczkami, które wymagają stałego podawania sztucznych łez i sporadycznych kontroli lekarskich. Człowieka kocha całym swoim wielkim kocim serduszkiem. I bardzo przeżywa każde osamotnienie i opuszczenie. Boi się pokochać człowieka, bo wie, że człowiek potrafi znikać. Że miewa czarodziejski płaszcz i otulony w bezduszność i chłód obojętnieje na los bezdomnego kota. A ona wciąż kocha... i wciąż bawi się jak mały koci brzdąc. I wciąż przychodzi w nocy do człowieka i wtulona w kocyk mruczy i ugniata baranki. Dane: Imię: Marusia Płeć: kotka Data ur.: pocz. 2006 roku miejsce pobytu: dom tymczasowy w Warszawie Korzysta z kuwety: tak Stan: wysterylizowana Książeczka zdrowia: jest Szczepienie: tak Odrobaczenie: sierpień 2008 Badanie krwi: FIV i FeLV ujemne, biochemia i morfologia w normie Obecne leczenie: podawanie kropelek do oczu (sztucznych łez - KeratoStill) Przewidywany koniec leczenia: obecne kropelki będą podawane prawdopodobnie już na stałe. Kicia ma zbyt suche oczy. Ma zatkane kanaliki łzowe - przetykanie ich pod narkozą jest możliwe, jednak problem będzie się pojawiał od nowa. Kropelki są mało inwazyjne, a Kicia bardzo dobrze je toleruje. Najbliższe wymagane wizyty u weterynarza: grudzień 2008 - odrobaczanie, luty 2009 - szczepienie, kontrolne badanie krwi. Kontakt w sprawie adopcji |